Rozdział V >> poniedziałek, 24 marca 2008 14:43:23
Ja się lepiej nie odzywam bo mnie zabijecie xD
Enjoy ;*
Za cholerę nie chciało mu się wstać.
Do tego nadal był w lekkim szoku. Naruto chyba też, bo od rana nie odezwał się ani słowem. Powoli go to wkurzało. Był wściekły, na siebie, na niego, na wszystko. Pozostali członkowie drużyny musieli to zauważyć, bo nie podejmowali jakiejkolwiek próby rozmowy z Uchihą.
Na śniadaniu nie było inaczej. Kakashi zagłębił się w lekturze i tylko, co chwilę rzucał mu ukradkowe spojrzenia. W końcu wstał i odszedł od stołu. Sasuke ciało zdrętwiało, gdy usłyszał szept senseia: „Zamierzasz to tak zostawić?” Stary zboczeniec! Z tym swoim przeklętym, przenikającym wszystko wzrokiem i głosem, pełnym ironii. Nie wytrzymał. Gwałtownie wstał od stołu, tak, że Sakura podskoczyła a inni shinobi zaczęli kręcić głowami. Wychodząc zdołał jeszcze tylko uchwycić spojrzenie młotka.
***
Naruto wszedł do ich pokoju. Sasuke leżał na łóżku, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Chwilę później Naruto stał już nad nim lekko się pochylając. Ich oczy się spotkały i żaden nie śmiał przerwać, ani tego, ani tej ciszy, która nagle zapadła.
-Sasuke…- Jego szept wydawał się krzykiem. I Sasuke sam nie wiedział, czemu, ale nagle poderwał się do siadu i zaczął robić coś, co w ogóle rzadko robił…Zaczął mówić. Że nie ma zamiaru słuchać wyzwisk pod swoim adresem, że to była chwila, że młotek może to zwalić, na co chce, że wrócą do wioski i wszystko będzie po staremu i że on…
-A nie pomyślałeś przez chwilę, dlaczego się nie wyrywałem?! – Wrzask Naruto całkiem go sparaliżował. Dopiero po chwili dotarł do niego sens wypowiedzianych słów. Oczy zrobiły mu się wielkie jak spodki i przysiągłby, że gdyby stał to musiałby się czegoś porządnie złapać żeby nie spaść.
-Naruto…T-ty…
-Tak Uchiha! Cholera jasna! Czy z członkami potężnych rodów zawsze się tak ciężko gada? – Zanim Sasuke zdążył się odciąć, Naruto już przygniatał go do łóżka, z nosem wetkniętym gdzieś między jego szyję a ramię.
-Czyli że…
-Uchiha…nie psuj chwili.
***
Słońce chyliło się ku zachodowi i do wszystkich, co raz bardziej docierało to, że muszą wracać do wioski.
Sasuke po raz pierwszy od dawna szedł rozluźniony. Co chwilę rzucał blondynowi ukradkowe spojrzenia. Kakashi udawał zagłębianie się w lekturze a tak naprawdę z szerokim uśmiechem pod maską przyglądał się chłopcom i Sakurze, która cała blada na twarzy wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć.
-Myślisz, że wie?
-Heh, a ty myślisz, że nie? – Obaj się roześmiali i może to właśnie dobry nastrój, może zachodzące słońce, ale coś sprawiło, że przez głowę Sasuke przeleciało szybko ~A co mi tam~ by po chwili patrzył jak jego własna dłoń ściska tę Naruto, a blondyn szczerzy się do niego tak, ze wydawałoby się to anatomicznie niemożliwe.
I nie obchodziło go już to, że usłyszał histeryczny rechot Kakashiego, i wrzask Sakury, która prawdopodobnie w tejże chwili doznała zawału lub czegoś podobnego. Liczyła się tylko ta chwila i młotek, idący obok niego. Bez przeszłości, bez przyszłości…tylko teraźniejszość.
No to my zostawiamy już chłopaków w spokoju ^^ Lepiej niech zajmą się ratowaniem Sakury ( chociaż jak dla mnie nie muszą xD) Następne opo niedługo bo już mam napisane xD
Powiadaomie jak wrócę z imprezy xD Pozdro;***
komentarze [25]