Prolog >> czwartek, 11 października 2007 13:21:15
No to ja zapraszam na prolog opowiadania ;)
Nim się zorientował było już za późno.
W jednej chwili pożałował słów, które w tamtej chwili wystrzeliły z jego ust. Blondyn stanął nieruchomo, jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki i dla wszystkich stało się wiadome jak bardzo Sasuke się pomylił.
-N-naruto zaczekaj on nie chciał! – Za późno. Krzyki Sakury na nic się nie zdały. Blondyn gwałtownie zerwał się z miejsca by chwilę potem zniknąć w ciemnej gęstwinie drzew. Biegł tak szybko, że tylko oczy wykwalifikowanych jouninów były w stanie wychwycić jasną, pomarańczową smugę na tle błękitnego nieba.
Stanął.
Nagle. Niespodziewanie. Po jego opalonej twarzy spływały łzy. Już ich nie powstrzymywał…zresztą, po co. Nikogo tam nie było. Tylko cisza, zakłócona jedynie szeptem blondyna…
-Co ty możesz wiedzieć – I w jednej chwili…zaciśnięcie pięści i mocny, zdecydowany cios w drzewo. – Co ty do cholery możesz wiedzieć, co Sasuke? – Tym razem krzyk, a za nim kolejny cios. Chłopak uderzał, co raz mocniej. Nie zwracał uwagi na to, ze bolało…na to, że z każdym kolejnym ciosem na zniszczonej korze przybywało świeżych śladów krwi…-Co ty draniu możesz wiedzieć…
***
Wzrok Kakashiego zawisł nad drużyną siódmą.
-To, co dzisiaj odstawiliście obydwaj to jakiś kabaret. Specjalnie przydzieliłem was do jednej grupy a wy, co robicie? Naruto wpadasz w pułapkę zastawioną przez Sakurę, którą normalnie z łatwością byś ominął a potem rzucasz się na mnie sam jeden. Ale to nic w porównaniu do tego, co zaserwował nam dziś szanowny pan Uchiha. Sasuke ten podział miał was zmusić do pracy w grupie a nie do tego byś nie zważając na Naruto rzucił się sam jeden do ataku w ogóle nie zważając na resztę, gdyby…
-Z całym szacunkiem sensei, ale gdyby młotek się nie mieszał to wszystko poszłoby dob…
-Gdyby to była normalna walka Naruto by zginął – przerwał Kakashi – a ty byś nie mógł nic zrobić. Rozumiesz? Mógłbyś tylko patrzeć jak twój przyjaciel umiera ci na rękach. A to jest najgorsze, co może spotkać shinobi.
-No i o to chodzi! Po co on się ma mieszać w jakąkolwiek walkę skoro i tak prędzej czy później coś zepsuje. Sam sobie świetnie poradzę.
-Sasuke, posłuchaj. Nie będę ci nic tłumaczył,…ale pamiętaj. Docenisz go wtedy, gdy będziesz sam na sam z przeciwnikiem i zrozumiesz, że nie jesteś w stanie go sam pokonać. Gdy znajdziesz się w obliczu śmierci zrozumiesz…- Zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, by coś powiedzieć Kakashi zniknął w chmurze szarego dymu.
-Ehh…no i po co się wtrącałeś…
-Zamknij się draniu, słyszałeś, co powiedział sensei, gdybyś tylko…
-Nie obchodzi mnie to, co powiedział! Nie trzeba było się wtrącać do walki.
-Tak? A ty może w końcu przestałbyś się gapić w siebie i zobaczył, że inni ludzie to nie tylko przeszkody, które trzeba pokonać albo ignorować, bo przeszkadzają ci w twojej chorej zemście! - Stali już od siebie kilkadziesiąt centymetrów. Patrzyli w oczy…nagle źrenice Sasuke, przybrały krwistoczerwoną barwę. A sam Sasuke warknął przez zaciśnięte zęby…
-Nie mieszaj się do tego…To twoje marzenie o byciu Hokage jest chore…o ile mi wiadomo to nikt w wiosce nie chce, aby Hokage został taki…taki odmieniec jak ty!
***
Odmieniec…to było to słowo, którego najbardziej się bał. Podejrzewałby o jego wypowiedzenie różne osoby, ale nigdy Sasuke. Tego czarnowłosego chłopaka postrzegał raczej jako przyjaciela. Podziwiał go, chciał być taki jak on. Ale nie przyznawał się do tego. Byli…Są przecież rywalami, wrogami. Różnią się tak bardzo, że wszelkie próby kontaktu są prawie niemożliwe. On rozwrzeszczany blondyn z jednym wielkim marzeniem o byciu Hokage i Sasuke…mściciel, z wieczną obsesją na punkcie zemsty. A jednak…od początku było między nimi coś takiego, czego nie potrafił wytłumaczyć…jak jakaś niewidzialna nić, jakiś pakt. Mimo wszystko wiedział, że może na niego liczyć. Ale ta nić została przerwana w chwili, gdy z ust czarnowłosego wystrzeliły te słowa, niczym śmiercionośne pociski bombardując najczulszy punkt blondyna…
Ostatni cios…Bezwładnie osunął się na ziemię i oparł plecami o drzewo. Zamknął oczy, całe czerwone od łez i schował głowę w ramiona, jakby chcąc schronić się przed światem...
-Ty nic nie wiesz...
Hym xD Mam nadzieję że się podobało ;) Następna część pojawi się niedługo jak tylko będziecie chcieli pozdro;*
komentarze [43]Elo Zią xD >> środa, 10 października 2007 14:42:33
No..to xD Ekhem xD Kurde nie wiem co napisać;D Więc tak mój drugi blog xD Wcześniejszy był o sk (shaman king dla niekumatych ;) ale za namową ludu założyłam tegoż oto bloga co go tu widzicie xD Hym..będzie opko...tematyka SasuNaru chyba ze mi coś odbije co się często ostatnio zdarza to zrobię z tego NaruSasu xD No...ale cóż ;) Nota w najbliższym czasie bo..teges...muszę się uporać z htmlem i obczaić obstrukcję tego bloga xD Hym xD Mam nadzieję że na początek mnie nie obrzucicie eeee...czymś śmierdzącym xD No..ale już spadam i pozdro 4 lolli-chanek, która namówiła mnie do tegoż opowiadania xD Hah;D Pzdr 4 all ;*
komentarze [3]